SLOW POLSKA 2020

To fotograficzno-podróżnicza opowieść, która zabierze Was w najbardziej niestandardowe miejsca do odpoczynku w naszym kraju. Podczas lata 2020 autorzy odwiedzili miejsca takie jak glampingi, górskie jurty, leśne bańki, plantację lawendy, ranczo, domki na wodzie i na drzewach. Projekt udowadnia, że magiczne i pinterestowe lokalizacje można znaleźć nie tylko za granicą. Polska jest pełna klimatycznych miejsc blisko natury, oferujących niestandardowe konstrukcje, lokalne produkty, polskie marki, styl eko i wyjątkowe historie. 

Wstęp na wystawę jest bezpłatny. 

Organizatorzy: Fotografowie Podróżniczy Maria Ocioszyńska i Jakub Jędrzejczak, Hala KoszykiJulian Cochran Foundation

Partnerzy wystawy: Mokobelle, Nomadream, Siedlisko Sobibór, MUAStudios, JustPaul, Chałupy6, Kimura Glamping, Lawendowy Ląd, Ministerstwo Dobrego Mydła, Warsaw Meal.
Patron projektu: Magazyn KUKBUK

Wydarzenie na Facebooku: https://www.facebook.com/events/2453903178240285

SURFER, KTÓRY NIE UMIE ZŁAPAĆ FALI
Pierwszy budzik zadzwonił o godzinie 3:40 i od razu go wyłączyliśmy, bo położyliśmy się niecałe 3 godziny wcześniej do łóżka. Cali zaspani, głodni i w ciemnościach jechaliśmy w kierunku Rewy z Półwyspu Helskiego, licząc na to, że Van, którego mieśmy wykorzystać do zdjęć, będzie faktycznie tak niesamowity jak nam go przedstawiono przez telefon. O 5:07 dojeżdżamy i oto ukazuje się on: Volkswagen T1 z lat, kiedy samochody miały mniej elektroniki od dzisiejszej bramy garażowej. Szczęki nam opadły….

T1 było niesamowicie stylowe, charakterne i piękne. Ociekał chromem w miejscach, gdzie można teraz znaleźć jedynie plastik albo naklejkę ostrzegawczą. Wnętrze to tradycyjna krata jak przystało na wiekowe auto. Nawet silnik był fotogeniczny, jeśli można tak powiedzieć o silniku.

Właścicielem tego auta jest Jacek, do którego pasuje idealnie określenie pasjonat/zajawkowicz. Z zamiłowania Kajciarz oraz pasjonat aut, które odrestaurowuje dla znajomych z nadbrzeżnego świata oraz własnej przyjemności.
A GDYBY TAK MOŻNA BYŁO WSADZIĆ BAGAŻE PRZEZ PRZEDNIĄ SZYBĘ?
Mimo, że przyjechaliśmy jeszcze przed wschodem słońca presja czasu by zrobić zdjęcia była ogromna. Wschód to maksymalnie 30 minut złotego światła, po których słońce traci swój urok. Pojawia ponownie na wieczór tylko nie mieliśmy zamiaru czekać w Rewie 14 godzin na złoty blask.
 
Oczywiście nie obyło się bez wpadek takich jak zamknięty na kłódkę szlaban uniemożliwiający wjazd Volkswagenem T1 na plażę na zdjęcia. Wiadomo, widok fal w oddali musiał być, bo przecież samochód w stylu surferskim to i zdjęcie musi być w tym klimacie. 
 
Samochód z pod ręki Jacka wyszedł pewnie lepiej niż po wyprodukowaniu przynajmniej 50 lat temu. Felgi, wnętrze, detale idealnie dopasowane i ta przednia szyba, przez którą można włożyć deskę lub przemyć ją podczas jazdy z komarów. Tego w naszych samochodach już nie znajdziemy. Nie wiem, jak Jacek ma w domu, ale jeśli tak samo dba o swój dobytek to pewnie mieszka w pałacu wyłożonym złotem. 
DOMY NA TRAWIE
Vegan House jest pierwszym vegańskim glampingiem w Polsce. Dostaniemy tam w 100% wegańskie jedzenie, które zapewni nam siłę do chodzenia po górskich szlakach znajdujących się wokoło. Plusem jest bliskość granicy czeskiej, która oddalona jest jedynie 6 km od naszego noclegu. Warto odwiedzić Skywalk, kupić czeskie piwo i gorzką czekoladę Studencką.
NOCNY STROBOSKOP
Jeszcze w drodze do VeganHouse dostaliśmy ALERT RBC o możliwych burzach i silnym wierze. Jak zwykle myśleliśmy, że przejdzie bokiem, bo pogoda ciepła i słoneczna. Namiot sferyczny ma to do siebie, że ponad jego połowa stanowi jedno wielkie okno, przez które mogliśmy podziwiać jedną z największych burz w naszym życiu. Czuliśmy się jak w piątek na ulicy Mazowieckiej w Warszawie. 3 godzinny burzowy stroboskop był niesamowity! 😉
KIERUNEK MARS 
W Vegan House mieszka się w sferycznych namiotach przypominających konstrukcją prezentowane przez NASA marsjańskie domy. Namioty posiadają mini kuchnie, kominek, łazienkę z prysznicem, sypialnię i co najważniejsze klimatyzację, jeśli zrobi się w dzień zbyt gorąco. 
NOCNY BALON
W nocy widok bańki był jeszcze bardziej nie z tej ziemi. Gigantyczna świecąca bombka sprawiała wrażenie balona na gorące powietrze, który zaraz miał by wznieść się w powietrze.
HALO ZIEMIA 
Bańka to namiot sferyczny, którego 90% powierzchni jest przeźroczysta, mimo faktu, że widać wszystko co robimy w środku to jednak otoczenie gęstych drzew sprawia, że mamy swoją prywatność i nie musimy martwić się o innych gości.
SFERYCZNY PORANEK 
Pobudka o 7:30, dookoła same drzewa, śpiew ptaków i widok nieba. Czego więcej nam potrzeba? 🙂
ZŁOTA RYBKA 
Trafiliśmy do przeszklonej bańki w jeden z najgorętszych dni lata. Tego samego dnia mieliśmy w planach zdjęcia z biżuterią Mokobelle.
NA WSCHODNIEJ GRANICY
Sobibór był naszą ostatnią lokalizacją znajdującą się niecałe 2 kilometry od granicy z Ukrainą Znajduje się w trójce najładniejszych miejsc na naszej trasie. Wiekowe budynki, stodoła, kamienne piece, zakonny witraż widać, że to miejsce ma swoją historię.
NATURA ZAMKNIĘTA W SŁOICZKACH 
Podczas naszej podróży wielokrotnie wstawaliśmy na wschody słońca, jeździliśmy wiele godzin po Polsce i pracowaliśmy po nocach. By zachować cerę w dobrej kondycji ważna jest odpowiednia pielęgnacja, stosowanie kremów bazujących na naturalnych i ekologicznych składnikach.
ODPOCZYNEK PRACA NAUKA
Kimura Glamping to nie tylko miejsce do odpoczynku, ale również możliwość pracy i nauki w spokoju. Dowodem na to jest fakt, że męska część naszego teamu uczyła się w tedy do obrony pracy magisterskiej. Oprócz robienia zdjęć, latania dronem, ustawiania mebli i czesania modelki, trzeba było zabrać się do nauki 60 pytań na obronę.
SUKIENKA DO KOSTEK
Glamping jest to połączenie słów Glamourus i Camping, co w wolnym tłumaczeniu oznacza luksusowy kemping. Nie oznacza to, że trzeba ubierać się w stylu smart-casual, ale jednak przenośnego grilla, kiełbasy z supermarketu oraz butelek po alkoholu leżących między namiotami raczej tam nie spotkamy. 
Abstrahując od tego jak powinniśmy wyglądać w takim miejscu, sukienka ze zdjęcia pasuje tam idealnie 😉
ŁAZIENKA BEZ DACHU
Każdy z namiotów posiada swoją prywatną łazienkę, która jest bez dachu. 
Rano przeglądając się w lustrze widzimy jak dookoła bujają się listki na wietrze, a w nocy biorąc prysznic mamy wrażenie, że gdyby zaczęło padać w ogóle nam by to nie przeszkadzało. Przeżycie brania prysznica w otoczeniu drzew i nieba jest godna polecania każdemu. 
TAK BLISKO WARSZAWY? 
Razem zastanawialiśmy się, czy aż tak znane miejsce glampingowe może istnieć tak blisko nas. Byliśmy mocno zdziwieni faktem, że niecałe 30 minut od centrum warszawy możemy znaleźć miejsce tak klimatycznie i pożądane przez fotografów do robienia kampanii modowych. 
ACH TA KIMURA
Jest to miejsce, które pod względem klimatu urzekło nas od samego początku. Ma się wrażenie, że cały teren jest skrupulatnie przemyślany, każda dekoracja, krzak, deska, po której się chodzi, wszystko jest na swoim miejscu i nie przeszkadza. 
Śpi się w beżowych namiotach, których konstrukcja opiera się na drewnianych palach. Każdy z namiotów ma swój osobny wystrój oraz prysznic pod gołym niebem. 
PŁYNĄC DOMEM PO WODZIE
Z Rancza Rosochacz wyruszyliśmy w 500 km podróż w kierunku pływającego domu. W Giżycku nad jeziorem Niegocin znajdują się Houseboaty producenta Nomadream. 
Kilkukrotnie pływaliśmy żaglówkami bądź katamaranami po morzu Adriatyckim i z reguły wiemy, jak wygląda życie w ciasnych pomieszczeniach łódek. Nie możesz się wyprostować, ciuchy masz rozsiane po wszystkich możliwych schowkach, a w lodówce masz do wyboru chłodzenie jedzenie albo alkoholu – każdy ma inne priorytety.

Tu natomiast sprawa wygląda o 180 stopni inaczej. Miejsca na łajbie jest w bród. Jest przystosowana do 8-10 osób i każdy z lokatorów miałby miejsce dla siebie. Nie trzeba brać ograniczonej ilości ciuchów w miękkich walizkach, nie trzeba chodzić na bosaka, nie boisz się, że dostaniesz bomem w głowę. Tu jest naprawdę poziom wyżej. 
STOJĄC W PORCIE 
Przejeżdżając do naszej przystani widać po nas było, że nie jesteśmy prawdziwymi wilkami morskimi. W przeciągu 30 minut od przyjazdu wypłynęliśmy na środek jeziora, by robić materiał na wystawę. Prawdziwi morscy podróżnicy zazwyczaj po wejściu na pokład pilnują minusowej temperatury w zamrażarce i zaczynają tygodniowe nawanianie własnego organizmu. To jest dopiero ekstremalne żeglowanie.
PATRZĄC POD WODĘ  
By pływać Houseboatem nie potrzeba uprawnień, ale nie mieliśmy odwagi sami ruszyć z miejsca 10-tonową łodzią. Prawa jazdy mamy, jedno z nas nawet prowadziło tira po parkingu, ale łódź motorowa … to raczej nie dla nas. 
TARAS ZE ZMIENNYM WIDOKIEM
Każdy, kto choć raz był na łajbie wie dwie rzeczy: 
– wykąpać można się jedynie w porcie
– na obiad najlepiej robić dania jednogarnkowe jak risotto czy gulasz
Gotowanie na tej łódce to zupełnie inna sprawa, kuchenka nie jest zawieszona w powietrzu, masz do dyspozycji dużo miejsca, gdzie możesz spokojnie przygotować jedzenie dla całej załogi, zapominając że jesteś na łajbie. 
No i jeszcze ten widok z tarasu, dla nas 9.2/10. 
LĄDOWISKO NA DACHU 
Drugiego dnia znów wypłynęliśmy z naszej zatoki. Jedyną opcją na wystartowanie oraz lądowaniem dronem z łodzi było wstawienie ręki z nim za burtę. Za ostatnim razem czujniki w naszym dronie zbuntowały się i nie było możliwości podlecenia bliżej niż na 3 metry do łódki. Ostatecznie przy 2% baterii udało nam się wylądować na dachu nie topiąc przy tym urządzenia. Było tak blisko wyczerpania baterii, że jedno z nas zdjęło buty i bluzę z myślą o wyławianiu go z zimnej wody. 
WYMARZONY GARAŻ
Każdy facet ma wyobrażenie o własnym garażu, jeden chciał by w nim mieć ogromną spiżarnie, drugi zaś zabytkowe auto i mnóstwo narzędzi. Arka oraz Zuzy wymarzony garaż wyglądałby właśnie tak. Pełen sprzętu do kita oraz winda. 30 rodzajów desek, wszystkie rodzaje latawców, 15 trapezów oraz barów. Przyznamy szczerze, również marzy nam się podobny 😉
BARAKOWOZY
Oglądaliście kiedyś serial „Chłopaki z Baraków”? Jeśli jesteście fanami ambitnej kinematografii to serdecznie odradzamy oglądanie tego dzieła. Po obejrzeniu przez nas tego serialu zmienia się perspektywa postrzegania campingów oraz czasu spędzanego tam czasu. 
Chałupy 6 znane są ze swojej ekskluzywności oraz najlepszych i najdroższych przyczep campingowych w pierwszych rzędach od linii wody. Doświadczony bywalec campingów może znaleźć istne Mercedesy wśród przyczep. Często obiekty posiadające wyposażenie przyzwoitego mieszkania w Warszawie.
Z ziemi przyczepy te wyglądają „okazale”, natomiast z wysokości ptaka na usta ciśnie się jedno słowo: BARAKOWOZY 😉
RANNE PTASZKI
Przyjeżdżając na Hel w przeciągu 30 minut spotkaliśmy naszych znajomych Zuzę i Arka. Są to zapaleni instruktorzy windsurfingu oraz kita. Mimo uczenia innych po 8-10 godzin dziennie siedząc w wodzie, mieli czas dla nas by zjeść wspólnie śniadanie o poranku. Prawie cały okres wakacyjny od maja do sierpnia spędzają na półwyspie helskim. Zimą natomiast przesiadają się na deskę i narty będąc instruktorami w największych kurortach europejskich. Czy nie jest to życie idealne? 
CHAŁUPY 6
W Chałupach z reguły masz możliwość nocowania w 3 rodzajach lokalizacji: 
1. W namiocie, gdzie jest trochę twardo i ciasno. 
2. W przyczepie campingowej – wygodnie, ale plastikowo 
3. Mieszkanie w pensjonacie, ale co to jest za przyjemność spania w pokoju hotelowym. 
 
My zdecydowaliśmy się na coś pomiędzy opcjami 2 i 3. Nasza przyczepa “TinyHouse” była połączeniem drewnianego piętrowego domku z możliwością podróżowania z nią, gdzie dusza zapragnie. Posiada wszelkie udogodnienia przyczep, lecz ma plus, który jest na wagę złota: jest drewniana, a nie plastikowa 😉
CHAŁUPY WELCOME TO  
Zbigniew Wodecki w swojej piosence opisywał piękną wolną od ubrań enklawę, będącą miejscem braku kompleksów, zazdrości i podejrzanych spojrzeń. Mowa tu o plaży nudystów, o której krążą mniej lub bardziej tajemnicze historie. Mimo tak bliskiej odległości, która dzieliła nas od tego miejsca nie udało nam się sprawdzić czy piosenka w rzeczywistości opowiada prawdę o „Golcach całych tłum”. Niestety musimy przeczekać całą zimę, by to ponownie sprawdzić. Dla osób spragnionych tego typu wrażeń, jedną z bardziej popularnych miejsc jest plaża pod Warszawą w Łomiankach. 
LITERA W 
Mimo, że w mediach nasz projekt przypominał sielankę, odpoczynek i zajawkę podróżowania z miejsca na miejsce, to był to niesamowicie wyczerpujący i wymagający okres. Brak wolnych terminów oraz presja czasu spowodowała, że nasz plan podróży przypominał literę W. Z północy na południe, na północ i znów na południe, by potem pojechać na wschód, następnie na zachód i ostatecznie zrobić 5,000 km po naszym kraju. Materiału powstała cała masa, blisko 10.000 zdjęć i filmików, które trzeba było obrabiać codziennie w każdej wolnej chwili.
KONIEC HELU
Do tego zdjęcia szykowaliśmy się kilka razy, 2 razy zaspaliśmy na wschód słońca, a wieczorami było pochmurnie. Idąc brzegiem plaży możesz spotkać o dziwo wygrzewające się na piasku foki. Niestety zwierzęta te łatwego życia z nami nie mają, gdyż gdziekolwiek znajdowała się foka od razu miała przy sobie 30 osób dokumentujących jej leżenie na piasku.  
KOT NA DRZEWIE
„Anything for a photo” – to właśnie powtarzała sobie Marysia podczas wspinaczki na drzewo, żeby zrobić zdjęcie hamaka z perspektywy ptaka. Nie ważne, że lęk wysokości, to będzie ten złoty kadr. Niestety straż pożarna nie chciała przyjechać i pomóc, po- wiedzieli, że ściągają z drzew tylko małe kotki.
HAMAK
Pływając żaglówkami wzdłuż wybrzeża Chorwacji zauważyliśmy wśród naszych skipperów trend spania na zewnątrz łodzi w podwieszanych hamakach. Nie mogliśmy oprzeć się idei wisznia w powietrzu, więc o to i on. Hamak Decathlon 99zł – serdecznie polecamy! 
JAK U BABCI NA WSI  
U Pani Basi właśnie tak możemy się poczuć. Mimo faktu, że nasze Babcie są najlepsze na świecie, a w kuchni robią cuda to w „Domu nad Wierzbami” możemy poczuć prawdziwą rodzinną atmosferę. 
Pierogi, botwinka, domowe wina, czy masa różnorodnych przetworów to właśnie to co możemy znaleźć w kuchni Pani Basi. 
Dom to jedna wielka przystań dla przyjezdnych, którzy wspólnie jedzą posiłki i spędzają czas. Kąpiel w wannie z polnymi kwiatami i ziołami, krowy kąpiące się w stawie oraz wspólne wieczorne ogniska to klimat który warto tu poczuć. 
POŚRÓD ZAPACHU LAWENDY 
Plusem trafienia na koniec zbiorów była możliwość zobaczenia produkcji wyrobów na bazie lawendy. Nawet nie sądziliśmy jak ciekawa może być produkcja olejków, syropów czy hydrolatu lawendowego. Nie spodziewaliśmy się ile pracy trzeba włożyć pracy i kilogramów lawendy by uzyskać olejek lawendowy. W lawendzie znajduje się tylko 2,5% naturalnego olejku, więc by stworzyć 10ml pojemniczek, trzeba zużyć aż 400 gram wysuszonej lawendy, czyli tyle ile znajduje się na jednym krzaczku. 
 BIŻUTERIA WŚRÓD LAWENDY
Jadąc do Lawendowego Lądu ciągle w głowach mieliśmy jedno pytanie: „czy przypadkiem nie jest już po zbiorach lawendy i nie trafimy na puste pola”?
Jak się okazało, dokładnie wstrzeliliśmy się na końcówkę sezonu w większości pozbawioną widoku pięknych fioletowych kul. Nasza koncepcja połączenia złotej biżuterii z fioletowymi krzakami szybko musiała ulec zmianie. 
KU ZACHODZĄCEMU SŁOŃCU NAD KOZIOGŁOWAMI
Wieczorami siodłaliśmy konie i ruszaliśmy w teren szukać idealnych ujęć na zdjęcia. 
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak ciężko jednocześnie siedzieć na bujającym koniu i pilotować w tym samym czasie drona. Lataliśmy jadąc jednocześnie samochodem czy płynąc żaglówką, ale konno to zupełnie inna perspektywa. Masz wrażenie, że wrócisz z wadą wzroku, naciągniętą szyją i bolącą dolną częścią pleców, gdyż nie jesteś w stanie jednocześnie amortyzować chodu konia. 
BEHAWIORYSTYKA KONI 
Każdy koń ma swoją indywidualną osobowość. Może ci się wydawać, że dane zwierzę jest spokojne i skupia się jedynie na ciągłym jedzeniu trawy i krzaków w swoim zasięgu. Następnie okazuje się, że ów koń „Alfa” jest wicemistrzem polski w reiningu. Wystarczy jeden impuls, by ślamazarny stęp momentalne zamienić w szaleńczy cwał jeden z najszybszych w Polsce. 
 
Ranczo Rosochacz to miejsce, w którym właściciele zajmują się treningiem trudnych nieokiełznanych koni. Są to prawdziwi profesjonaliści, do którzy przyjeżdżają trudne w obyciu konie z całej polski. Dzięki codziennemu treningowi dziki koń staje się bezpieczny oraz użyteczny dla swojego właściciela. 
BEHAWIORYSTYKA KONI VOL.2 
Pamiętacie Roberta Redforda w filmie „Zaklinacz Koni”? Właściciele Rancza Marcin i Kuba twierdzą, że techniki wykorzystane w tym filmie to absolutny basic. Konie są to zwierzęta stadne żyjące w określonej hierarchii. W pracy z trudnym koniem najważniejsze jest podporządkowanie go sobie i pokazanie, że Ty tu rządzisz, ale jednocześnie nie jesteś dla niego wrogiem. 
 
Ostatniego dnia mieliśmy okazję obserwować pierwszy trening Kuby z nowo przyjezdnym agresywnym koniem. Nie obyło się bez ataków konia w stronę trenera, stawania na tylnych nogach oraz dużej ilości kurzu, ale już po 30 minutach można było zaobserwować, że koń zaczyna zmieniać swoje nastawienie. Jak mówi mój imiennik “potrzeba czasu na złagodzenie charakteru konia, czasami miesiąca, czasami nawet trzech, ale trzeba z nim pracować, pracować i jeszcze raz pracować”. 
ICH WESTERNOWY STYL
Domki są usytuowane w taki sposób, by goście brali czynny udział w życiu codziennym Rancza. O poranku możemy spotkać krowę próbującą zajrzeć przez okno naszego domku do środka. Po południu co chwile słychać rżenie konia, którego zagroda znajduje się 7 metrów od Twoich drzwi. Wieczorami z werandy masz widok na gości Rancza, którzy siodłają konie, by następnie pogalopować przez dzikie lasy oraz pola. 
UTAH
Jest to stan w USA położny w zachodniej części kraju, którego nazwa jego pochodzi od zamieszkujących go w przeszłości Indian Ute (Jutów) – ludzie gór. Charakteryzuje się gorącym suchym latem z najmniejszą roczną sumą opadów – 528mm.
 
Choć „ludzi gór” tam nie spotkaliśmy, a padało prawie codziennie to i tak nasz domek miał swój Amerykański, Utah’owski westernowy styl. Łóżka kontynentalnego tam nie spotkamy, ale po co one, skoro na zewnątrz domku jest tyle atrakcji, które zapełniają nam cały dzień. Szkoda czasu na spędzanie czasu pod zadaszeniem, skoro jadąc tam masz tylko jeden cel, wyjeździć się konno za wszystkie czasy. 
ROWERKIEM WODNYM PRZEZ JEZIORA, MORZA I OCEANY
Miejscem robienia tego zdjęć nie podzielimy się z wami. Jest to miejsce, gdzie jedno z nas spędzało cały okres wakacyjny biegając nago po plaży. Miejsce w okresie wakacyjnym jest cudowne od poniedziałku do czwartku, brak tłumów, cisza spokój i ludzie, którzy dbają o wspólną przestrzeń. Natomiast weekendy to cotygodniowe blackfriday na grillowanie na pomoście i śmiecenie w lesie. Wstyd mi za was weekendowi „goście”.
BLISKOŚĆ SŁOWACJI
Jurta znajduje się w rejonie Karpat Zachodnich tuż nad samą granicą ze Słowacją. Drugiego dnia będąc na wycieczce pośród gór dostajemy oboje SMS: „Opłaty roamingu w Słowacji….” 
Czyżby w dobie Covid-19 przekroczyliśmy nieświadomie polską granicę???
DOMEK ZE SZKLANYM DACHEM
Jak wiadomo ekskluzywność to przestrzeń i światło. W jurcie dodatkowym atutem jest fakt posiadania na środku stożka dachowego cylindrycznego okna, które rozświetla wnętrze domku. 
 
Teoretycznie konstrukcja naszej jurty nie różni się zbytnio od jej historycznej wersji. Jurta wsparta jest na drewnianym stelażu, ściany są zrobione z bawełnianego pokrowca wypełnionego izolującą wełną, a dodatkowe ciepło zapewnia kominek opalany drewnem. Warunki jak z filmu.